-czyli zasady miedzi

Dotyczy gier fabularnych. Większość tekstow zapewne oparta na mechanice i świecie polskiego systemu RPG Wolsung: Magia Wieku Pary.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ani grama Pary...

No cóż, jak sesji nie było, tak nie ma. Biednie wygląda też sprawa z choćby planszówkami. Najwyraźniej ciężko na medycznych studiach zsynchronizować jeden dzień w miesiącu (a co dopiero w tygodniu) na granie. Nie żebym nie próbował:P

Ale dość marudzenia, bo przecież jak człowiek nie gra to gdzieś ta para chęci musi znaleźć ujście. I tak właśnie postanowiłem sobie sprawić Ekran Mistrza Gry. Oczywiście sprawić znaczy zrobić, bo póki co na kasie nie śpię, a do Wolsunga to i tak bym nie znalazł:P

Tak więc z brystolu, który pozostał po przygotowaniach ozdób na Halloween powstała podstawa mojego ekranu. Zgięty w pół arkusz zadziwiająco świetnie się sprawdza:) Zagięty dalej w dwóch miejscach, tak by tworzył trzy części-nie chciałem by były równe. Wybrałem następnie kilka obrazków z sieci, i dostępnych mi podręczników W. pokserowałem, podrukowałem powycinałem i przykleiłem (zasada 4 P) obrazki, które pasowały mi mniej więcej do kampanii, którą prowadzę ale nie tylko (wielka głowa smoka z przodu będzie pasowała do każdego systemu:)). I wyszło to miernie bo posłużyłem się "kropelką", która zresztą trochę przebija w okolicy paszczy smoka:/ a pozostałe obrazki trochę miejscami odstają ale... przecież z tego się nie strzela to może być nie równo:P W każdym razie na drugiej stronie tabele przymocowałem już taśmą klejącą. Trochę taki Patchworkowy-Potwór, ale nie wygląda źle. Tabele również z sieci i podręczników. Jedna trochę źle się zeskanowała bo róg odstawał od skanera, ale nic ważnego tam nie ma.

Co w zawartości?
W części górnej centralnej najważniejsze rzeczy- wydawanie żetonów, użycie kart, i stopniowanie wyzwań. Poniżej przebieg konfrontacji bo to w sumie ważne i coś co zawsze zapominam czyli jakie w ogóle są umiejętności i do czego służą. Wiem powiecie, że powinienem już to pamiętać, ale przy takim zagęszczeniu sesji to i tak cud, że kojarzę co to Steampunk.

Strona prawa to głównie opisy podstawowych atutów, które często w bestiariuszu są wymienione z nazwy i nie mam pojęcia co znaczą. lista skrócona bo chyba z Jazdy Próbnej więc może kiedyś będą tam doklejone fiszki z większą ilością atutów. Dalej dwie przydatne tabelki o testowaniu wiedzy ogólnej i wydatkach ponad stan. Ale to akurat kojarzę więc z boku. Prawą stronę kończy przypomnienie rozwoju postaci i krótkie: " A czy są tam jakieś fajne rzeczy?"

Praktycznie cała lewa strona z wyjątkiem krótkiego fragmentu o sojusznikach jest poświęcona magii. Cóż, na razie na wszystkich sesjach razem wziętych padło jedno zaklęcie(spektakularne co prawda, ale wciąż jedno) i gracze raczej nie-magiczni. Ale kiedyś im się odwidzi, dojdą nowi... i będę gotowy:D

Z pozostałości po wycinaniu ostały się trzy obrazki, które zdecydowałem się wcisnąć na stronę MG- niech też se popatrzy, a co!?

W praktyce... wydaje się stabilny i robiłem go "pod siebie" więc pewnie będzie się sprawdzał dobrze, ale dowiem się o tym w przyszłym roku chyba, że zanim zgarnę graczy to wcześniej zastanie mnie koniec świata:)

Pozdrawiam i oczekuję na odzew graczy!

środa, 24 października 2012

Wolsung ep.11

Nagle, nie wiadomo skąd udało się zorganizować sesję.

Dwóch stałych graczy i popychamy fabułę kampanii do przodu. Z założenia przygoda miała zawierać krótki wstęp ze zbieraniem informacji, następnie Mega-Trudną zagadkę, potem dużo akcji w ciekawym otoczeniu. Trochę obawiałem się tej zagadki. Przyznam się, że sam nie dałem rady jej rozwiązać, gdy napotkałem ją w "Dracula 3"(zagadka w bibliotece-jeśli ktoś jest ciekaw). Obawy były po części uzasadnione. Moim graczom zajęło to jakieś półtorej godziny. Ich szare komórki sięgnęły rezerw o jakich nie mieli pojęcia i w końcu im się udało. Wydaje mi się też, że nieźle się przy tym bawili:) Całość trwała tyle, że z braku czasu odłożyliśmy dalszą część przygody na następny raz. Nie ma się co martwić, bo skończyliśmy akurat, gdy przed nimi otworzyły się Tajemnicze Wrota W Nieznane (Lovecraft byłby dumny). Idealny 'haczyk', który zmusi ich do przyjścia kolejny raz:P 

Co do samej zagadki, to jeśli ktoś ciekaw na pewno znajdzie toto gdzieś na UTubie.  Tu jest, tyle że od razu w rozwiązanej formie więc nie będzie się wydawać tak straszna:P Oczywiście u mnie wyglądało to ciut inaczej. Zasada jest taka, że mamy słowa kluczowe i mamy odnaleźć właściwą księgę.

W każdym razie nie polecam używać tego typu skomplikowanych rzeczy w każdej sesji, bo dynamika może znacząco spaść, a jeśli jeszcze ma się marudy w drużynie to koniec z dobrą zabawą. U mnie tego na szczęście nie doświadczyłem. W każdym razie jeśli jesteś sadystą-MG a ludzie Cię nie lubią bo zabijasz im każdą postać, powiedz im: "Na tej sesji nikt nie zginie". A potem zademonstruj im tą zagadkę. Gwarantuję, że będziesz miał przednią zabawę:D No chyba, że ktoś będzie nadzwyczaj rozgarnięty.

Czekam, na kontynuację czyli 12 sesję Wolsunga.

piątek, 10 sierpnia 2012

Wolsung vol. 8, 9, 10 - kilku graczy


Ciężko czasem zebrać ludzi do RPG. A jak mawiał Piotr „Narrator  Baldura” Fronczewski: „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.” Świadczą o  tym moje ostatnie sesje.

Pierwsza z nich była stworzona na szybko. W zasadzie miałem tylko ciekawego antagonistę Dropbeara(czyli drapieżnego kuzyna misia koala). Szybko powstał szkic liniowej dość przygody. Początek wakacji sprawił, że zostałem z jednym graczem. Mimo wszystko było dość brawurowo i nie zabrakło miejsca na improwizację i przygoda dobrze wpasowała się w ogólny zamysł i wydarzenia kampanii.

Kolejna sesja to eksplozja i totalna nowość u mnie jako MG. Zapowiedziało się bowiem pięciu graczy(powrót starej gwardii-hehe). Zjawiło się czterech ale to i tak rekord: ) Tutaj już mały odskok od wydarzeń kampanii, zresztą ciężko by tak nie było, gdy musiałem zrobić 3 nowe postaci. O problemach  z dopasowaniem czasu do ludzi świadczy fakt, że dwóch graczy zmyło się przed końcem sesji przez co finał nie był może zbyt emocjonujący. Ale sam fakt pokonania ducha biurokracji i odkrywania kolejnych dzikich pięter PUK-u chyba był całkiem emocjonujący.

Ostatnia zakończyła się przed chwilą i była niejako kontynuacją poprzedniej. Główny antagonista zginął, jednak pozostawił po sobie kolejne problemy dla postaci. Graczy mieliśmy 3 w tym tylko 2 uczestniczyło w poprzedniej sesji. Zagmatwane prawda? No ale dało radę. Zdecydowałem się na pełen akcji finał(a może i całą sesję) skoro poprzedni był ubogi. Szkoda tylko, że na etapie kreacji przygody nie wiedziałem, z kim do końca będę grać. Potem było już za późno i w wyniku tego dwóch śledczych i salonowiec mieli zmierzyć się z Mr.King’iem na wieży zegarowej Tall Toma w trakcie trwania regat wiwernowych, które oglądała sama królowa Tytania. No cóż… było ciężko, ale dzięki mechanice i kreatywności graczy jakoś przetrwali. 
Pewnie mógłbym im uprzykrzyć życie jeszcze bardziej, ale nie było chyba sensu:P

A co dla MG-wannabie? Wyczytałem kiedyś o takiej technice, która wg. Mnie świetnie sprawdzi się w Wolsungu. Może nie opisałem tego jakoś najlepiej na świecie, ale wykonaniu na początku sesji Openingu/ Czółówki(takiej jak na filmach) to naprawdę świetny pomysł. Przyjmijmy, że kampania to sezon serialu, a sesja to odcinek. Na początku sesji przypominacie wydarzenia które miały miejsce do tej pory. Później włączacie odpowiednią muzykę(ja wykorzystałem opening z Hellsinga) i zaczynacie opisywać sceny z sesji poprzednich, a także przyszłych(w miarę nie spojlując). Oczywiście te najbardziej pełne akcji i ciekawe sceny. U mnie było z tym trochę śmiechu zwłaszcza gdy pojawiły się napisy WOLSUNG s01e10. Ale dość powiedzieć, że kiedy po sesji puściłem utwór „Shine”(ending hellsinga) gracze sami zaczęli opisywać sceny dziejące się po sesji. Taki swoisty Epilog. Bardzo jestem z nich dumny:D

W każdym razie mechanika W jest specyficzna. Tzn. podoba mi się, ale przydałyby się chyba jakieś szlify, albo (taki apel do twórców) jakiś spis przykładów z sytuacjami nietypowymi, czy coś. Czasem, aż dziwi ile zasad trzeba improwizować. Nie wiem, czy tylko ja mam takie odczucia?

Następna sesja może już niedługo. Jeśli dobrze pójdzie…

czwartek, 19 lipca 2012

Każda cegła buduje


Będę słowny i napiszę o makiecie. Może makieta to trochę zbyt optymistycznie powiedziane, ale… Zacząłem od wyboru materiału. Przez jakiś czas byłem napalony na odlewane z gipsu cegiełki. Fajna sprawa aleczasochłonna i dość drogie te formy. Potem gdzieś wyguglałem piankę pod panele. Nie jest też wielce tania ale wystarcza na długo. Nie rozpisuje się jak się tego używa bo jest wiele poradników na YouTubie.
A więc skleiłem pare ‘murków’ i stwierdziłem,że wyglądają nieźle. Potem stwierdziłem, że pora na budynek. Z tym że podniszczone domki pasują raczej do Neuroshimy, nie do Wolsunga. Pomyślałem więc o sali balowej. Pianka plus klej z pistoletu sprawiają, że klei się szybko i przyjemnie: ) Dodałem cegiełki na bokach, okna, parapety i drzwi, a także stoły i schodki(które akurat nie wyglądają zbyt pięknie). Malować mi się już nie chce:D Widać to wszystko na zdjęciach.


Od razu użyłem tego w praktyce. Co prawda puste to w środku i wykonanie takie, że bieda piszczy ale mnie się to podobało. Tak jak zabawa figurkami w trakcie walki przynosi do głowy mnóstwo świeżych pomysłów, tak jest i z grą „salonową”. A zreszt a zawsze masz parę sekund do zastanowienia się gdy gracze Cie zaskoczą kiedy przesuwasz figurkę.


Aha miało być o plaskaczach, czyli drukowanych figurkach. Potrzebowałem harpii,więc znalazłem odpowiedni rysunek w necie. Pół godziny męczyłem się z paintem i drukarką, by uzyskać dobry rozmiar, ale wyszło. Próbowałem kleju w tubce do papieru, ale okazał się być mokry i do kitu. Lepsza okazała się kropelka, choć i ona delikatnie przebija przez papier. Pokolorowałem, wsadziłemw  podstawki i były gotowe do użycia. Nie jest to to samo co figurka, ale zawsze to fajnie jak się widzi harpie walcząc z harpiami:P



Poza tym kolejny pomysł z netu: wydrukowałem na A2 siatkę heksową, a z drugiej strony kwadratową. Zalaminowałem i kupiłem pisak zmazywalny. Łatwo można teraz dodawać otoczenie/lochy itp. do siatki, a potem to zmazać. Co prawda pisak, który kupiłem pozostawia smugi, ale pewnie jak mocno poszoruję szczotą to zejdzie. Jeszcze nie próbowałem jak to działa w praktyce, ale na pewno świetnie : )
To tyle o  techniczą stronę. Odbyła się kolejna sesja W. niestety znów z jednym graczem tylko. I próbowaliśmy Neuroshimy-nie mistrzowałem. Seeyounexttime.

sobota, 30 czerwca 2012

Wolsung vol. 7- sesja salonowa



Kolejna sesja z zamysłu miała być sesją salonową. Ale jak to wykonać? W końcu większość graczy przychodzi na sesję, by zabijać potwory, unikać pułapek i zdobywać PDki na rozwój swoich bezcennych podopiecznych. Ale wystarczy chwila namysłu i coś się da wymyślić.

Zacznijmy od nakreślenia fabuły. Bohaterowie wracają po wielu miesiącach podróży do posiadłości. Miała zostać wyremontowana w trakcie ich nieobecności. Cała wieś uprzedzona o ich powrocie organizuje przyjęcie-niespodziankę z okazji powrotu i ukończenia prac remontowych. Poza burmistrzem na przyjęciu obecne było także kilka znanych osobistości ze świata sztuki/kultury, które właśnie przebywały w miejscowości na urlopie. Sławna, starsza, wścibska pisarka; nieco szalony, malarz-kobieciarz; ekscentryczna, blada „dama w czerni” z dalekiego Czarnoborza. Jeden z bohaterów jako właściciel nie może dopuścić do wybuchu najmniejszego skandalu na tym przyjęciu.

No dobrze, ale co dalej? Do skandalu może dojść na różne sposoby. Gospodarz nie umie korzystać z odpowiednich sztućców, podpity oficer robi nieprzyzwoite uwagi, bycie nie miłym wobec wścibskiej staruszki, która siedzi tuż obok, potknięta kelnerka upuszczająca tacę na sławne osoby, wyszła na jaw jakaś podła plotka na temat jednego z gości. Takie problemy postawiłem przed swoimi graczami.Ale oczywiście można wymyślić tonę innych rzeczy. W większości proste testy(ST 15), lub testy przeciwstawne. Jednak nie chodzi o to, by sesja padła z powodu jednego rzutu. W planach była konfrontacja społeczna z najważniejszymi osobistościami pod koniec sesji. Coś w rodzaju pożegnania gości. W której za każdy ‘plusik’(czyli każdy zdany wcześniej test) mieliby +1 do rzutów  w tej konfrontacji. [U mnie do konfrontacji nie doszło z braku czasu i przez to że nie chciałem sztucznie przedłużać sesji. Na pewno wygraliby tą prostą konfrontację i raczej by ich znużyła na koniec. A emocji mieliśmy sporo i wystarczająco:)].

A skąd te emocje? Po pierwsze wywiązał się ciekawy wątek w którym „dama w czerni” była podejrzewana przez bohaterów o bycie wampirem(czy słusznie, czy nie-może kiedyś rozwiniemy ten wątek). Co więcej nieustannie romansowała/chciała zjeść jednego z nich. Póki co nic z tego nie wyniknęło, ale jeszcze wiele sesji przed nami. Po drugie: no cóż postanowiłem iść zgodnie z duchem Wolsunga. „Jeśli niewiele się dzieje wpada przez ścianę parowy golem”. Tu akurat golema nie było, za to nagle gaśnie światło, burmistrz pada trupem. Od razu zaznaczę, że nie chciałem wielkiego śledztwa, więc kilka testów spostrzegawczości, analizy + fakt, że gracze zainteresowali się czemu światło zgasło i ogólnie myśleli w dobrym kierunku pozwoliło pchnąć akcję dalej. Dodam tylko, iż pomyśleli o truciznie, gdyż burmistrz cały czas jadł i pił. W każdym razie trup to trup, czyli emocje. Po pewnym czasie spadł żyrandol z kawałkiem sufitu-kolejny ‘parowy golem’. Okazało się, że nie cały dom został wyremontowany. Nikt nie miał pojęcia o istnieniu poddasza, na którym zalęgły się harpie. Po odnalezieniu drogi na górę, całkiem prosta ale równie ciekawa konfrontacja-walka z harpią wiedźmą i jej młodszymi siostrami  kończy przygodę. Ponieważ latające brzydactwa lubią składować w gniazdach świecidełka(jak to kobiety) pozwoliłem graczom wybrać  1 gadżet spomiędzy jaj i wszechobecnej zielonej breji pochodzenia „harpiowego”. W między czasie gracze domyślili się, że to właśnie ta breja przesiąkła przez sufit i kapiąc do kieliszka burmistrza zabiła go.

Jak widać da się zrobić Salonową sesję, która nie będzie polegała wyłącznie na odgrywaniu które swoją drogą jest chyba najcięższą- ale i jedną z ważniejszych- sprawą w tych całych RPGach. Nie mówię, że nie było wcale odgrywania, o nie! Trzeba było jakoś pokazać i podbitego oficera i tajemniczą wampirzycę wciąż rzucającą aluzję do picia krwii. Może nie jestem w tym super mistrzem, ale na pewno nie było źle. Gracze też nie pozostawali w tyle pod tym względem. Nadmienię tylko, że gracze kojarzą BNów którzy pojawili się raz na sesji sprzed pół roku, więc chyba ‘sprzedaję’ tych BNów całkiem nieźle:P Aha i pamiętają ich czasem lepiej ode mnie<facepalm>.

Z mechanicznego punktu widzenia to trochę już olewam te zasady. W walce z harpiami jeden bohater strzelał ze swego pistoletu, drugi strzelał zdjęcia, by oszołomić wroga. Nie widziałem zbytniego powodu by na siłę dorzucać modyfikator +5 za test spoza konfrontacji-wtedy chyba nic by nie zdziałał. Tak samo nie uważam, żeby w tym wypadku przejście do drugiej linii miałoby ‘kosztować’ jedną kostkę. Jakoś się tym nie przejmowałem i dobrze mi z tym:P Co do wyboru odpowiednich umiejętności to miałem tylko problem przy rzucie za… „opanowanie” w Wolsungu Opanowanie to tylko atrybut i powinien być łączony z jakąś umiejętnością jeśli się nie mylę. Najbardziej pasującą byłaby umiejętność Odwaga. Choć nie jestem do niej 100% przekonany.

W kolejnym poście co nieco o stronie technicznej tej sesji czyli nie skończonej makiecie i ”plaskaczach”.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wideorecenzja: Strona po stronie

Skoro egzaminy zdane, to sesję uznaję za zakończoną, a rozpoczynamy sezon SESJI:P

Swoją drogą KHAKI wrzucił recenzję i opis podręcznika do Wolsunga strona po stronie.Pomocne dla niezdecydowanych co do kupna:) Ja to już dawno mam za sobą, ale miło się oglądało:))

Recenzja:



I strona po stronie dla niezdecydowanych:



Będę pewnie niedługo pisał o moim makietowym "MEGA" projekcie:P

piątek, 4 maja 2012

Wolsung Volume 5 and 6

Wolny czas sprzyja sesjom. Tak też było z tegoroczną majówką. Okazała się ona także być łaskawa względem ilości graczy. Dołączył Dawid(myślę, że już na stałe) były DDkowiec. Czasu wiele nie mieliśmy zwłaszcza, że trzeba było stworzyć nową postać.

Sesja planowana była na dwa razy dłużej i skończyliśmy w połowie, ale wyszło to na dobre, bo gracze zaskoczyli mnie tak, że nie do końca wiedziałem co zrobić. A wyglądało to tak: Wymyśliłem sobie preludium, w którym gracze dokonują wymiany z tajemniczym jegomościem. Wyglądało to tak, że dostają kasę za coś niewielkiego. Następnie akcja przeniosła się wstecz do momentu zawiązania akcji. Ktoś próbował okraść bohatera z pewnego przedmiotu(zapewne magicznego) zdobytego na poprzedniej sesji. Wiedziałem, że udadzą się na spotkanie ze zleceniodawca kradzieży. Nie przewidziałem jednak tego, że mogą zechcieć ukryć w bezpiecznym miejscu ów przedmiot i dopiero pojść na spotkanie. Tak… Sam bym tak zrobił, więc czemu na to nie wpadłem? A może wpadłem, ale w trakcie przygotowań zupełnie zapomniałem o tym szczególe? Grunt, że nie pozostawiło to jakiegoś wielkiego niesmaku. Morał z tego taki, że planując futurospekcje warto upewnić się, że tak na pewno będzie wyglądała. No, chyba że chcemy pokazać jak wielki wpływ mają Bohaterowie na Los w świecie gry. To też ciekawy koncept.

Co do ilości graczy to na pewno ożywia to sesję. W wielu poradnikach, które wpadły mi w ręce w ostatnim czasie pisano, by słuchać co gracze mówią. I to rada godna polecenia. Mają tysiące pomysłów i warto improwizować i wprowadzać je w życie. Aha, no i ma się chwilę czasu by pozbierać myśli, kiedy oni gadają. Zauważyłem też dużą różnicę w balansie postaci moich graczy. Być może to zasługa większego doświadczenia jednej z nich, doboru konfrontacji, a może po prostu losowości gier fabularnych. Ale przecież taka ich uroda. Może przez pewien czas chojniej będę rozdawać PD drugiemu graczowi, by choć trochę wyrównać możliwości postaci.

Przygoda w slavijskim mieście "Ściek"
Ponieważ Dawid wyrósł na DD i gdzieś w trakcie sesji zapytał mnie o bitewniaki, na następną sesję przyszedłem przygotowany. Wydrukowałem siatkę formatu A4 z hexami (warto zajrzeć na http://www.dungeoneering.net/ ), wyjąłem figurki z planszówki „Dracula”, a także kartonowe figurki i karty z „Dungeoneer” do oznaczania znaczników w trakcie konfrontacji (na marginesie w końcu się ten Dungeoneer do czegoś przydał). Muszę powiedzieć, że sesja na tym zyskała. Co prawda Wolsung nie jest może tak taktyczny jak DD, czy bitewny WH4k ale o wiele łatwiej wyobrazić sobie i ogarnąć wszystko za pomocą figurek. Brakowało zasad szarży(chyba, że jest gdzieś taki atut, albo manewr) ale od razu większe znaczenie miał ruch postaci i odrzucanie kości, by wykonać inne akcje niż tylko „To ja go ciacham.” Pracuję też nad jakąś efektywną mini-kartą postaci dla antagonistów, bo jakoś ten podręcznikowy bestiariusz taki średnio wygodny. Wystarczy test odwagi i już muszę wymyślać wartość Opanowania, bo nie jest przewidziana. Poza tym wpałczanie zdolności antagonistów też nie jest wygodne a trzeba też o nich pamiętać. Może za jakiś czas będę miał je w małym palcu, póki co zapisuje je sobie skrótowo, bo bym zwariował:P

Druga sesja była praktycznie zbitką konfrontacji jedna za drugą. A więc powinna być z założenia liniowa do bólu i średnio wymagająca. Może i liniowa, ale pare razy sam zdziwiłem się przebiegiem konfrontacji. Możliwe, że część tych elementów nie miałaby miejsca, gdyby nie cała zabawa z figurkami. Kiedy łatwiej jest sobie coś wyobrazić, łatwiej wymyślić nowe, ciekawe rzeczy. A więc zero odpoczynku dla postaci, w dodatku marne rzuty graczy i dobre MG co uczyniło sesję niesamowicie emocjonującą. Że nie wspomnę o tym jak w drugim etapie pierwszej konfrontacji antagonista otrzymał Jokera jako inicjatywę i dobił jednym ciosem drużynowego Ryzykanta. Nasz Śledczy-Dziennikarz miał ciężki orzech do zgryzienia. Początkowo próbował oszołomić przeciwnika fleszem aparatu co (o ironio!) skończyło się krytycznym pechem, a więc musiał bardzo szybko przyswoić sobie zasady działania sześciostrzałowca swego nieprzytomnego kolegi.

Ostatnią już chyba rzeczą, którą zauważy… która dopiero na poważnie do mnie doszła to fakt, że mistrzowanie jest ciężkie. Myślałem o tym, by nie przejmować się wielce szczegółowymi zasadami, ale w trakcie sesji wychodzą czasem takie sytuacje, w których nawet najwięksi miłośnicy-życia-w-zgodzie-z-oficjalnymi-rozwiniętymi-zasadami mieliby problem. Jakiej umiejętności użyć? Czy antagonista wprowadzając mecha w którym siedzi w drgania, by strącić stojacego na nim bohatera używa walki czy raczej techniki? Czy w pościgu na parocyklu brać w ogóle pod uwagę wcześniejszą utratę kondycji przez bohatera? Prowadzi to do zasad tworzonych na szybko, co też nie jest czymś złym, ale zaburza trochę pewność siebie MG.

Jednak jeszcze jedna ciekawostka. Jak na tak mało rozbudowaną sesję znalazło się też miejsce na improwizację. W planach była króciótka konfrontacja społeczna na koniec z kontablem policji. W trakcie gry stwierdziłem, że będzie ciekawiej jeśli będzie to kobieta. Kiedy gracze przekonali ją do swej niewinności-co zresztą specjalnie nie było trudne-zaprosiła ich na dalsze, wieczorne przesłuchania na posterunku, zanim MG zdążył ugryźć się w język. Nie chciałem bowiem ciągnąć tych wątków i rozmów w nieskończoność. Ale po chwili stwierdziłem, że takie przesłuchanie to dobry pomysł! Pamiętacie te karty z Dungeoneera? Wygląda to tak, że karta przedzielona jest na dwie części zieloną i czerwoną a na każdej z nich liczby od 1-10. Idealna sprawa do wyznaczania znaczników. O ile w trakcie konfrontacji używałem czerwonej części bardziej kojarzącej się z utratą „HPków”, teraz użyłem zielonej. Położyłem zielony żetonik na jedynce u każdego z graczy. W miarę jak zdradzali szczegóły z minionych wydarzeń funkcjonariuszce- przesuwałem go coraz wyżej symulując ilość punktów doświadczenia jakie gracze otrzymają po tej sesji. Raz także cofnąłem żetonik za wyjątkowo głupi komentarz, którego już na szczęście nie pamiętam. Nie wiem, czy wtedy gracze wiedzieli o co chodzi(i czy w ogóle zwracali na to uwagę). Jedno jest pewne- w przyszłości będą wiedzieć i nie będzie durnych komentarzy, od momentu kiedy żetonik pojawi się na zielonym polu:)

Podsumowując:
-Chyba idzie mi coraz lepiej
-Pojawiają się jednak wciąż nowe wyzwania
-Które sprawiają, że jest coraz ciekawiej
-Mamy drugiego stałego gracza

wtorek, 17 kwietnia 2012

Dla Laików

Z grami fabularnymi zetknąłem się o wiele wcześniej, niż zacząłem w nie grać. Być może moja przygoda z nimi rozpoczęła by się wcześniej, gdyby tylko ktoś wytłumaczyłby mi w prosty sposób o co chodzi i z czym to się je, kiedy mijałem podręczniki na półkach sklepowych, albo wtedy kiedy kupiliśmy z bratem podstawkę-demo do Wiedźmina i nie bardzo wiedzieliśmy co z tym zrobić...

Bardzo użyteczna inicjatywa(przynajmniej w mojej opinii) do propagowania RPG ruszyła niedawno. Tak więc wchodźcie i propagujcie:P

http://www.gryfabularne.pl

A z Wolsungowych spraw to dodatek lyonesse-ogarnięty. nie przeczytany, bo nie widzę sensu wszystkich przygód czytać od razu, wszystkich wiadomości wkuwać na blachę. Ale -ogarnięty:)
NO i przygoda stworzona i czeka na graczy, których swoją drogą podobno ma być więcej. Ale zobaczymy:)

sobota, 17 marca 2012

Cuprum chomicum 1.2

Poprawiłem nieco "The Lost Vikings"(zgodnie z zaleceniami;)) i wrzuciłem znów na chomika:

http://chomikuj.pl/ziraeru/wolsung

Poza tym wyczytałem wieści z dalekich regionów Slavii:

http://radom.gazeta.pl/radom/1,35216,11349412,Wracaja_do_XIX_wieku__Damy__dzentelmeni__dobre_maniery.html

Tak gdybyście chcieli komuś rozjaśnić co to ten steampunk:P

niedziela, 11 marca 2012

Kolejny inspirujący filmik

Nazywa się The deadliest Game i dostępny jest pod tym adresem:
http://vimeo.com/36370552

A tak poza tym to zamówiłem kolejny dodatek do W. "Lyonesse Miasto Mgła Maszyna". Miejmy nadzieję, że okaże się bardziej przydatny niż Almanach. Nie mówię, że to zły dodatek, ale niestety nie jestem zwolennikiem zgłębiania polityki fikcyjnych narodów:P

W każdym razie myślę nad sesją w przyszły weekend- zobaczymy co wyjdzie:)

niedziela, 26 lutego 2012

Cuprum chomicum 1

Sesji jak nie było tak nie ma więc dziś odmiana.
Oto pierwszy materiał źródłowy do Wolsunga spłodzony przeze mnie. Nie wiem na ile okaże się dopracowany/użyteczny/ciekawy dlatego czekam na jakikolwiek odzew:P
Póki co zamieszczony na chomikuj.pl bo nie mam pojęcia jak wrzucić pliki na bloggera.
Tu też proszę o odzew:P

http://chomikuj.pl/ziraeru/wolsung

piątek, 3 lutego 2012

Shattered dreams!

No nie...
Moja RPGowa młodość legła w gruzach:( To tak jakbym po raz kolejny dowiedział się, że Mikołaj nie istnieje:|

Oto co przeczytałem w podręczniku do Warhammera:
"Żadna z istot opisanych w tej książce nie istnieje. Niszczycielskie Potęgi nie podpatrują Cię z ukrycia i nie ma czegoś takiego jak goblin."

WHYYYYYYYY?!

środa, 1 lutego 2012

Slawijskie Wakacje

No i proszę wykrakałem:D

Miało nie być sesji, a jednak się udała:) Co prawda była dość krótka, liniowa i wciąż z jednym graczem(swoją drogą wyrobię się w prowadzeniu Duetów) ale odbyła się i udała się. Długość i liniowość zwalam głównie na fakt, że trzeba było w końcu opuścić nudny Hrimthorst i udać się w bardziej cywilizowane-wiktoriańskie rejony Wanadii. Zresztą gracz nie miał dużo czasu, więc wyszło na dobre. Na marginesie to chyba najkrótsza sesja w jakiej uczestniczyłem(oczywiście z tych doprowadzonych do końca). Całość trwała może 2godziny i 40minut.

W każdym razie chciałbym zakończyć nudną i nie planowaną mini-kampanię pod tytułem Wakacje Bogusława Sprzykrza, która nam wyszła z tych czterech rozegranych przygód. Nie oznacza to oczywiście, że zapomnimy o wszystkim co się wydarzyło i że w przyszłości nie pojawią się poznani do tej pory sprzymierzeńcy czy wrogowie. Rozpoczniemy nowe przygody w Wotanii(prawdopodobnie), które być może będą przyczyną jakiejś wybitnej kampanii. Zapewne bardziej miejskiej, bardziej skierowanej ku steampunkowi i w ogóle NAJ:P

Miałem zamiar przedstawić dotychczasowe wydarzenia w kampanii, jednak zajęło by to zbyt długo więc tylko najważniejsze, najważniejsze rzeczy. Jednym zdaniem.

Sesja 1:
Bogusław Sprzykrz slawijczyk dziedziczy majątek po Montgomerym Smoke’u-posiadłość na wybrzeżu Akwitanii. Najpierw jednak musi do niego dotrzeć na „ożywionym” pomniku Wiwerny pocztowej(ściagając się po drodze z amatorem lotnictwa). Na miejscu, by zdobyć prawa do posiadłości rodziny Marcell schodzi do kanałów pod miastem w poszukiwaniu Klucza do niej. Po drodze walczy z utopcami(zyskując wprawę w obcinaniu im głów małą saperką) i przekonuje dawno zapomnianego, zagubionego urzędnika(coś na wzór golluma), by ten oddał mu swój skarb(klucz).

Sesja 3:
Bogusław decyduje się na remont posiadłości i wynajmuje do tego miejscowego chłopaka. Sam odkrywa pamiętnik Montgomery’ego mówiący o skarbach na północy Hrimthorstu w legendarnym Mieście Wśród Lodów. Wyrusza więc koleją do Heimburga, w drodze wygrywając w karty bilet na statek płynący do Winlandii(przez Uspelholm). Rozpoczyna się więc podróż w której Bogusław wysłuchuje recitalu pewnej Orientalnej gwiazdy, stacza pojedynek w obronie swego honoru, oraz ratuje pasażerów przez Wotańskim przemysłowcem, zafascynowanym nekromancją(niestety statek ulega zniszczeniu). Na zastępczym statku dociera jednak do Uspelholm i wynajmuje sanie na północ.

Sesja 2:
Bogusław i jego nowopoznany w saniach rodak troll Mateusz Panećko zmagają się z watahą wilków ścigającą sanie. Z opresji ratują ich mieszkańcy Helldigalmu. Bohaterowie szybko wpadają na trop złodzieja, który napada w nocy, okrada domy i zostawia dzieciom podarunki. Dzieciom śni się mężczyzna w czerwonym kubraku, w którym dorośli rozpoznają mieszkańca wioski zapatrzonego w opowieści o Zamku Ludzi Lodu. Slawijczycy wyruszają do Zamku gdzie stykają się najpierw ze sługami, a potem z samym Sveinem połączonym magicznie z duszą pradawnego boga Podarka. Przekonują go, iż swymi czynami niszczy starożytne i dobre święto.

Sesja 4:
Bogusław wyrusza w towarzystwie 3 braci z Helligdalm do najwyżej położonej miejscowości w Hrimthorstcie Nyrrtagen. Stamtąd chce wyruszyć na poszukiwania Miasta Ludzi Lodów. Mieszkańcy proszą, by pomógł im znaleźć czwórkę zaginionych dzieci. Bogusław przekonuje ich, by pomimo niebezpieczeństw wyznaczyli przewodnika, który pomoże odnaleźć drogę do mitycznego miasta. Okazuje się nim być Sir Reginald jedyny ocalały po poprzedniej wyprawie do Miasta Ludzi Lodu. Podróż ta odcisnęła na nim piętno szaleństwa. Pomimo mrozu i innych przeciwności(notabene: konfrontacja sprawnościowa. Pierwsza część-przejście po lodowym moście. Druga część- wspinaczka na górę) grupa pod wodzą slawijczyka dotarła do Miasta, w którym starła się w walce z Pradawnym Lodowym Trollem i odnalazła pokryte lodem dzieci. Finał opowieści okazał się być dwuznaczny. Sprzykrz spadł w przepaść i obudził się na placu w Nyrrtagen i tylko on pamiętał o całej wyprawie, o zaginionych dzieciach i sir Reginaldzie. Jedyne świadectwo jego słów- niebieską, półtransparentną kulę (o bez wątpienia magicznych właściwościach)- zdecydował się zachować dla siebie.

wtorek, 31 stycznia 2012

Consurgo

Consurgo to kolejny filmik o stylistyce steampunkowej wyszperany w sieci.

http://vimeo.com/32918790

Miała być sesja niedługo, ale z różnych względów za pewne się nie odbędzie:/

środa, 11 stycznia 2012

Gra Cieni

Witajcie Damy i Gentlemani!

Byłem dziś na nowym Sherlocku Holmesie.
I bardzo polecam tak jak i pierwszą część. Sporo zamieszania, zwrotów akcji, 'szerlokowego' główkowania, więc nie ma co żałować kasy!

Piszę oczywiście ze względu na powiązania ze światem/czasem akcji filmu z Wolsungiem. Co prawda mniej w tym samego Steampunku(chociaż pewne nie do końca obecne w tamtych czasach urządzenia ratują bohaterów z opresji), ale Londyn(i nie tylko) ze schyłku XIX-ego wieku po prostu WYMIATA:P

Oglądając próbowałem przełożyć film na mechanikę W. zastanawiając się jakich testów, czy konfrontacji użyłbym jako MG. Oczywiście pewnie uważniej do tego podejdę przy drugim podejściu do filmu. Mogę śmiało powiedzieć, że 'Sherlock' idealnie pasował do 'filmowości' Wolsunga... w końcu to film. Typy konfrontacji przeplatały się non-stop i gdybym kiedyś jako MG był w stanie poprowadzić choć jedną z nich, byłbym z siebie niezmiernie dumny. Nie mówiąc już o Rozsadzającej Muski konfrontacji Sherlocka z jego naczelnym przeciwnikiem. Szczena opada:( Zabawne, że gdybym nie oglądał filmu pod kątem W. pewnie nie zrobiłaby na mnie aż takiego wrażenia. Nie będę spojlować, ale gorąco polecam, choćby dla takich scen:)

To tyle na dziś...
Aha, oczywiście opada żuchwa, a nie szczena. W końcu kość szczękowa jest kością nieruchomą.

czwartek, 5 stycznia 2012

Wolsung Volume 3.

Od kolejnej sesji minęło trochę czasu, więc tylko najważniejsze rzeczy...

Niestety znów wróciliśmy do modelu 1MG-1Gracz, ale chętni są tylko z czasem gorzej:P
Sesja była umieszczona chronologicznie pomiędzy dwoma poprzednimi, aby połączyć poprzednie wydarzenia z niejako oderwaną od rzeczywistości sesją "świąteczną".
Z dotychczasowych sesji była chyba najsłabsza z mojej strony. Fabułę wyciągnąłem z podręcznika, lekko ją zmieniając i opracowując. Przygoda ta przeleżała parę miesięcy na dysku, bo początkowo zrezygnowałem z jej prowadzenia. Miałem sporo kłopotów, żeby we własnej głowie ułożyć wydarzenia w jakiś logiczny ciąg, a co dopiero prowadzić. Zachłyśnięty łatwymi początkami wróciłem jednak do niej, przeczytałem parę razy i poprowadziłem. I chyba był to błąd. Kilkakrotnie jako MG nie miałem pojęcia jak rozwiązać niektóre sytuacje, a pod koniec okazało się, że nie określiłem statystyk głównego antagonisty(!). Ogólnie nie było tak tragicznie i zarówno ja, jak i (mam nadzieję) gracz bawiliśmy się dobrze. Ale dostałem nauczkę, żeby nie spoczywać na laurach i myśleć: "e... jakoś to będzie".
IMO przygodę uratowało odgrywanie przez gracza i sytuacje świetnie wpasowujące się w klimat Wolsunga, których pierwotnie nie było w scenariuszu (pojedynek na szable do pierwszej krwii, oraz koncert młodej orientalnej gwiazdki kina/opery).

Prawie bym zapomniał: Ta sesja pełna była wysokich rzutów... dla MG:D (raz wypadły przerzuty wynoszące około 30, w kolejnej turze ponad 50) W połączeniu z dużymi stratami w żetonach i kartach u gracza, spowodowanymi długimi konfrontacjami, finał był dla gracza przegrany. Na szczęście(o dziwo) nie miało to wielkiego wpływu fabularnego.

Poza tym powoli szykuję się i szukam czasu/graczy na pierwszą kampanię. Zapewne najpierw którąś z podręcznika głównego.
Aha i powstaje pierwszy na Miedziorycie materiał źródłowy. Ale nie zapeszajmy:P

wtorek, 3 stycznia 2012

SiePomaga!

A więc w tym roku WOŚP zagra w RPG:D
Konkretnie na Khakonie.

W planie m.in.:
-Sesje na żywo i online
-Stream LIVE(!) z sesji
-Licytacje świetnych RPG podręczników.
-Wszystko to by pomóc Wielkiej Orkiestrze i małym dzieciom:)

Po więcej informacji odsyłam poniżej.
http://www.khakon.pl/index.html

Klikajcie poniżej i wspomagajcie WOŚP: